Forlled olsen Hexeline Menard Perfumeria Qualitie's Choice

Nowy blog literacki - Młodzieńcze Fascynacje

Zapraszam na drugi blog literacki - \"Młodzieńcze fascynacje\". Będzie to ranking dwudziestu utworów (w niektórych przypadkach cała twórczość pisarza), które sprawiły, że czytanie stało się dla mnie jedną z największych przyjemności. Właściwie każdy z tych utworów mógłby znaleźć się w poprzednim blogu - \"Trzydzieści dzieł literatury światowej\"(na który zapraszam w dziale Blog Literacki Archiwum), jednak jak to w życiu bywa, po prostu zabrakło dla nich miejsca. Lista utworów jest już gotowa i będę ją przedstawiał po jednej pozycji miesięcznie, w przypadkowej kolejności (numer pierwszy jednak na końcu). Będę również krótko uzasadniał wybór i przedstawiał jako ilustrację fragment utworu. Życzę przyjemnej lektury i zabawy. Oczywiście czekam na wszelkie uwagi na Blogu Gości.

W listopadzie pozycja pierwsza:

1. Stendal - \"Czerwone i Czarne\"

Któryś z krytyków powiedział, że z powieści \"Czerwone i Czarne\" możemy się dowiedzieć o społeczeństwie francuskim nie mniej, niż z całej \"Komedii Ludzkiej\" Balzaka. Pewnie jest w tym stwierdzeniu trochę przesady (przecież Balzak napisał tysiące stron), jednak jest tu coś na rzeczy. Stendal posługuje się piórem niczym chirurg lancetem. Obraz Francji, który nam odsłania, jest bezlitosny. Balzak pokazuje fakty, Stendal serca ludzkie, ukryte mechanizmy, i chłodne analizy. \"Czerwone i Czarne\" to wnikliwe studium psychologiczne i filozoficzno-historyczne. Julian Sorel, syn małomiasteczkowego cieśli jest postacią częściowo realną, częściowo alter ego autora. Rządzą nim te same pragnienia, namiętności, które znał Stendal w młodości. Julian Sorel zdaje sobie sprawę, że pomimo frazesów o równości, awanse zarezerwowane są dla \"swoich\". Inteligencja nie jest kluczem do kariery, bardziej liczą się protekcja, intrygi, układy. Rozumie, że tylko brutalne metody mogą mu pomóc w osiągnięciu celu. W tym miejscu jedno słowo o beylizmie (od prawdziwego nazwiska autora - Beyle). Stendal uważał, że najważniejsze w życiu jest swobodne korzystanie z własnej inteligencji, korzystanie z życia, bez patrzenia na względy moralne. Tak więc sympatia autora jest po stronie Juliana, mimo iż ten jest zimnym, wyrachowanym karierowiczem. To społeczeństwo zmusza inteligentnych ludzi do tak podłych czynów. Nie miejsce tu na polemikę, niech każdy sobie sam odpowie. Czy niektórzy mogą więcej?
Teraz fragment:
\"- Chcę go zobaczyć - rzekła.
Fouque nie miał siły, aby przemówić lub wstać. Wskazał palcemwielki niebieski płaszcz na podłodze, w nim było zawinięte to, co zostało z Juliana. Padła na kolana. Wspomnienie Bonifacego de la Mole i Małgorzaty Nawarskiej wlało w nią snadź nadludzkie męstwo. Drżącymi rękami rozchyliła płaszcz. Fouque odrócił oczy. Usłyszał, że Matylda chodzi żywo po pokoju. Zapaliła kilka świec. Skoro Fouque zdobył się na to, aby na nią spojrzeć, ujrzał, że umieściła przed sobą na marmurowym stoliku głowę Juliana i całowała ją w czoło.
Matylda odprowadziła kochanka do grobu, który sobie wybrał. Sznur księży poprzedzał trumnę, ona zaś, bez niczyjej wiedzy, w powozie okrytym kirem, wiozła na kolanach głowę człowieka, którego kochała. Skoro przybyli na szczyt jednej z wyniosłych gór łańcucha Jura, w nocy, w grocie wspaniale iluminowanej niezliczoną mnogością świec, dwudziestu księży odprawiło mszę żałobną. Mieszkańcy wiosek górskich, przez które przechodził kondukt, udali się za nim zwabieni niezwykłością obrzędu. Matylda ukazała się d długiej żałobnej szacie i po skończeniu ceremonii kazała rozrzucić między lud kilka tysięcy pięciofrankówek. Zostawszy sama z Fouquem, pragnęła własnymi rękami pogrzebać głowę kochanka.\"

20. C.W. Ceram - \"Bogowie Groby i Uczeni\" »

Książka ta ze względów czysto formalnych w zasadzie nie powinna się znaleźć na blogu poświęconym literaturze pięknej. Przecież nazwisko jej autora dało nazwę największej peerelowskiej serii książek popularno-naukowych, zwanej \"ceramowską\". Były w niej tak dobre pozycje jak \"Mity Greckie\" Graves\'a, \"Złota Gałąź\" Frazera czy \"Dzieje Grecji\" Hammonda. Tej książki nie traktowałem jednak nigdy jak podręcznika, raczej jak zapierającą dech książkę sensacyjną. Sam autor dał jej zresztą podtytuł \"Powieść o archeologii\". Powieść ta była dla mnie prawdziwym wprowadzeniem w świat starożytności. Autorzy, których czytałem wcześniej byli \"skażeni\", np. Zenon Kosidowski, który nie wiem, czy bardziej chciał biblię przepoić dialektyką marksistowską, czy marksizm pogodzić z duchem chrześcijaństwa. Inny, późniejszy polski propagator antyku, Aleksander Krawczuk,  chciał być jednocześnie cenionym naukowcem, celebrytą telewizyjnym, politykiem, działaczem, urzędnikiem (ministrem). U Cerama nie było przynajmniej ciągłych zachwytów nad osiągnięciami uczonych radzieckich. Ceram zaszczepił mi miłość do antyku nie tylko jako do świata baśni, ale także przedmiotu dociekań naukowych. Dzięki niemu językoznawstwo historyczne jest dla mnie bardziej pasjonujące niż najlepszy kryminał. No i wreszcie miejsca, które po przeczytaniu tej książki należałoby zobaczyć. Mogę tylko ubolewać, że z powodu fanatyzmu islamskiego nie będę nigdy w Iraku, choć bardzo bym tego pragnął. Widziałem jednak w Muzeum Pergamońskim fragment drogi procesyjnej Marduka do bramy Isztar w Babilonie, wszystko wykonane z glazurowanych granatowych cegieł z bogatymi ozdobami i płaskorzeźbami (lwy,lwy i jeszcze raz lwy). Fragmenty najpotężniejszych umocnień, jakie kiedykolwiek wykonano na świecie; piękne, obce, przerażające. No i Egipt, Turcja, Kreta, Grecja lądowa, Meksyk. I wystarczy. Teraz fragment książki:

\"Święta droga była jednak nie tylko drogą procesyjną Marduka, lecz zarazem częścią umocnień miejskich. Stanowiła niejako olbrzymi wąwóz, z którego nie można było swobodnie sięgnąć wzrokiem ni w lewo, ni wprawo, gdyż po obu jej stronach wznosiły się wysokie na siedem metrów potężne mury forteczne. Ponieważ zaś prowadziła w ten sposób od muru zewnętrznego aż do bramy Isztary (w przytoczonej wyżej inskrypcji:Isztar-sakipat-tebisza), przez którą dopiero wjeżdżało się do włściwego Babilonu, więc wróg chcąc przypuścić szturm do tej bramy musiał go przypuszczać właśnie tą drogą. Wtedy jednak stawała się ona drogą śmierci.
Wrażenie groźnej matni, jakie ten kamienny wąwóz sprawiał zapewne na każdym atakującym od tej strony przeciwniku, niewątpliwie - jeżeli zważyć zaludniony wszelkimi fantastycznymi stworami i złymi duchami świat wyobrażeń ówczesnych ludów - potęgował jeszcze hufiec około stu dwudziestu lwów, które, każdy dwa metry długi, w zdobiącej mury wielobarwnej płaskorzeźbie zdawały się szybko kroczyć na spotkanie wroga.\"

19. Hans Christian Andersen - Baśnie »

Pierwsze kilkustronicowe książeczki z grubymi, lakierowanymi kartkami, pierwsze pisemko (np.\"Miś\"), piewsze bajki z klasą, pierwsze, przypadkowe spotkania z mistrzami pióra (np. Juliusz Słowacki - \"O Janku co psom buty szył\") i wreszcie on, prawdziwy geniusz, który zaszczepił mi bakcyla literatury, który sprawił, że chciałem poznać jeszcze następną historię i jeszcze następną i poznałem ich do dzisiaj tysiące. Andersen, naiwny geniusz, jak o nim mówią (myślę, że każdy geniusz żyje we własnym świecie i dlatego nie jest zbyt biegły w \"sztuce życia\"). Andersen, syn ubogiego szewca jedno wiedział od zawsze; że chce być sławnym. Był taką cyrkową małpką na łańcuszku, wygnany drzwiami wracał oknem. Tym sposobem potrafił zyskać sobie poparcie wielu znaczących patrycjuszy Kopenhagi i uzyskać to stypendium teatralne, to naukowe, to podróżnicze, to królewskie. Danej mu okazji nigdy nie marnował. Szykanowany, wyśmiewany przez uczniów i nauczycieli kuł po nocach łacinę, grekę, filozofię, by w wieku dwudziestu siedmiu lat zdać maturę. Wieloletnia praca  nad sobą sprawiła, że z dziecka ulicy stał się jednym z najświatlejszych umysłów Europy. Po wielu perypetiach odnalazł też \"płaszczyznę\", na której stał się sławny; nie było to aktorstwo, ani śpiew, ani balet, ani dramat, ani poezja, ani proza, lecz literatura dziecięca, baśnie. Baśnie jakich dotychczas nie znano. Baśnie Andersena, nie zawsze kończą się szczęśliwie. Są tak wzruszające, że teraz, przez wiele dni bałem się przeczytać \"Ołowianego Żołnierzyka\" czy \"Dziewczynkę z Zapałkami\".Ulubionym od dziecka bohaterem pisarza był Alladyn, którego przygody zawsze dobrze się kończą, tak jak dobrze się kończy \"Brzydkie Kaczątko\", w którym każdy znający życie pisarza rozpozna samego Andersena. Teraz fragment:

\"Kaczątko znało już te piękne stworzenia i na ich widok poczuło dziwny smutek.
\"Chcę popłynąć do nich, do tych królewskich ptaków! Na pewno mnie zadziobią na śmierć, gdy ja taki brzydal, odważę się do nich zbliżyć; ale nic to mnie nie obchodzi. Wolę, żeby mnie zabiły te ptaki, niż żeby mnie szczypały kaczki, dziobały kury i kopała dziewczyna karmiąca ptactwo i żebym cierpiał w zimie\". Sfrunęło na wodę i zaczęło płynąć ku wspaniałym łabędziom; zobaczyły je i szumiąc skrzydłami, popłynęły mu naprzeciw. - Zabijcie mnie - zawołało biedne stworzenie i pochyliło głowe czekając na śmierć, ale cóż ujrzało w przezroczystej wodzie? Swój własny obraz, lecz jakże zmieniony! Nie było już niezgrabnym, czarnoszarym, brzydkim, odrażającym ptakiem, ale samo stało się łabędziem. Nie zaszkodziło to nic łabędziowi, że urodził się na podwórzu wśród kaczek, skoro wykluł się z łabędziego jaja. Jakże czuł się szczęśliwy po tych wszystkich cierpieniach i przeciwnościach losu, dopiero teraz potrafił ocenić swoje szczęście.\"

18.Franz Kafka - \"Proces\" »

Franz Kafka polecił swojemu przyjacielowi,Maxowi Brodowi, wykonawcy testamentu, aby ten spalił wszystkie jego utwory, zarówno te wydane jak i te będące tylko w rękopisach. Przyjaciel nie posłuchał i tym sposobem literatura światowa wzbogaciła się o jedyne w swoim rodzaju pisarstwo. Najgłośniejsza powieść \"Proces\" była dla mojego pokolenia książką kultową. Studenci snobujący się na wyalienowanych intelektualistów rzucali mimochodem teksty świadczące o znajomości książki i jednocześnie testowali ofiarę, jakiegoś Józefa K. (albo tylko K. z \"Zamku\"), czy dorasta do ich poziomu. Chociaż nie sposób nie dostrzec i nie docenić wyjątkowości Kafki, dla mnie, zwolennika bajki, baśni i baśniowości, tego typu literatura jest obca. Odbieram ją jak bezduszne i bezosobowe sprawozdanie lub protokół. Oczywiście wiem, że jest to zabieg celowy, doskonale dopasowany do przekazu książek Kafki. Wiem, doceniam , ale nie jest to \"moja\" literatura. Chociaż zdaję sobie sprawę ile nadziei, cierpienia i zawodu sprawiało Kafce pisanie, zaliczam jego książki do pisanych i dyktowanych \"rozumem\", a bliższe mi są te pisane \"sercem\". Poza tym, ta genialna proza sprawia, że czuję się źle, niepewnie, świat staje mi się obcy, bezwzględny, zimny i okrutny. Nie mogę rozkoszować się literaturą, która sprawia mi ból. Oczywiście niezwykle istotne jest pytanie, dlaczego autor chciał unicestwić cały swój dorobek literacki? Czy tylko powodowany perfekcjonizmem?
Czy może powodem była fundamentalna zmiana filozofii i filozofii sztuki?
Teraz fragment:

\"-Przed chwilą rozmawiałem z pańską żoną. Już jej tu nie ma. Student zaniósł ją do sędziego śledczego.
- No widzi pan - rzekł woźny - zawsze mi ją wynoszą. Dziś jest przecież niedziela i nie jestem zobowiązany do żadnej roboty, ale tylko po to, by mnie stąd oddalić, wysyła się mnie z jakimś bezcelowym, niepotrzebnym zleceniem. A wysyła się mnie niezbyt daleko, tak że mogę mieć nadzieję, że wrócę jeszcze na czas, jeśli się bardzo pospieszę. Biegnę więc jak tylko mogę, wykrzykuję w urzędzie, do którego mnie posłano, przez szparę drzwi zlecenie, tak zdyszany, że go nikt nie rozumie, pędzę z powrotem, ale student tymczasem jeszcze się bardzej ode mnie pospieszył, miał zresztą krótszą drogę, bo wystarczyło mu tylko zbiec po schodach ze strychu. Gdybym nie był tak zależny, dawno bym już tego studenta zmiażdżył o ścianę. Tu, obok tej kartki z napisem. Zawsze o tym marzę. Tu, trochę nad podłogą, przywarty plackiem do ściany, ramiona ma rozkrzyżowane, palce rozwarte, krzywe nogi zwinięte w kabłąk, a wszędzie dokoło rozpryskana krew. Na razie jednak jest to tylko marzenie. \"      

17.Arthur Conan Doyle, Agatha Christie, Raymond Chandler, Joe Alex i inni - Kryminały »

Układanie i rozwiązywanie zagadek było już w starożytności fascynującym zajęciem. Taką najsłynniejszą była zagadka Sfinksa o stworzeniu, które najpierw chodzi na czterech nogach, potem na dwóch , a jeszcze potem na trzech. Edypowi rozwiązanie tej zagadki nie pomogło uniknąć tragicznego przeznaczenia. Zagadki często występują w bajkach i baśniach np. w \"Księdze z Tysiąca i Jednej Nocy\", pochodzącej z Bliskiego Wschodu. Pierwszy mój kontakt z tego typu literaturą to \"Przygody Księdza Browna\", ale dopiero opowiadania Conan Doyle\'a przekonały mnie do kryminałów. Sherlock Holmes stał się dla milionów czytelników synonimem dedektywa potrafiącego dzięki logicznemu i analitycznemu myśleniu rozwiązać każdą zagadkę kryminalną. Drugą ulubioną autorką była dla mnie Agatha Christie, której bohaterowie; Herkules Poirot i panna Jane Marple to barwne, żywe i sympatyczne postacie. Christie pobiła popularnością Conan Doyle\'a. Miliony wydań jej książek na świecie ustępują liczebnością tylko Biblii i dramatom Szekspira. Bardzo stylowe są również ekranizacje jej książek. Numer jeden w Stanach to oczywiście Raymond Chandler ze swym Filipem Marlowe, twardym facetem, zwykle romansującym w trakcie śledztwa i wpadającym w tarapaty. Nie wiem dlaczego nie ma w bibliotekach i na półkach księgarskich naszego asa, Joe Alexa, niezwykle kiedyś popularnego, cenionego zaś głównie za  tłumaczenie \"Ulissesa\" Joyce\'a. W młodości miałem zwyczaj do pięciu, sześciu wypożyczonych książek dodawać jeden, dwa kryminały. Później uznałem, że to strata czasu. Teraz chyba znowu zacznę doceniać tę miłą rozrywkę.
A teraz fragment opowiadania:

\"Był ponury i dżdżysty dzień październikowy. Story do połowy zasłaniały okna w naszym mieszkaniu. Holmes leżał skórczony na kanapie. Z ranną pocztą otrzymał list i teraz czytał go po raz nie wiem który. W pokoju było gorąco. Termometr Fahrenheita wskazywał dziewięćdziesiąt stopni. Nie sprawiało mi to jednak przykrości. Podczas służby wojskowej w Indiach przywykłem bowiem do upałów i obecnie znoszę je znacznie lepiej niż zimno. Pomyślałem sobie, jakie to teraz nudy. W gazetach nie ma nic ciekawego. Sesja parlamentu skończona. W mieście pustki. Ogarnęła mnie nieprzeparta tęsknota za polami New Forest lub taflą Morza Śródziemnego. Niestety, nic z tych marzeń, nic z urlopu... bo mój rachunek bankowy wyczerpany. Mojego przyjaciela nie trapiły takie zmartwienia. Urlop, wieś, morze... to wszystko mogło dlań nie istnieć.\"

16. Antoni Czechow - \"Opowiadania\" »

Opowiadanie to naprawdę świetny wynalazek. Pozwala niekiedy w dwie trzy minuty przeżyć niezwykłą przygodę. Oczywiście, żeby stworzyć taką perełkę trzeba być prawdziwym mistrzem. W całej literaturze polskiej może znaleźlibyśmy kilku wybitnych specjalistów tego gatunku (np.J.Iwaszkiewicz, J.Parandowski czy A.Rudnicki), lecz żaden z nich nie napisał kilkuset znakomitych opowiadań. Czechow to fenomen na skalę światową. Mistrz kreski, mistrz szkicu, mistrz portretu, mistrz nastroju. Przede wszystkim jednak mistrz słowa, jeden z najbardziej świadomych pisarzy. Był też prawdziwym mistrzem sztuki pisania dla młodszych kolegów. Czytać opowiadania lubiłem od zawsze. Zdają się być idealnym przejściem od bajki do powieści. Podobnie jak bajka stanowią zamknięty, skończony świat. Zwykle skłaniają do refleksji nad zakończeniem, nad morałem. Opowiadania Czechowa z pewnością nie są jednoznaczne. Najczęściej szufladkowane są do gatunku humoresek. Po głębszym zastanowieniu wydają się być przepełnione smutkiem. A tak naprawdę przepełnione są prawdziwym humanizmem, miłością do ludzi i świata, chociaż świat i ludzie są czasami bezmyślni, czasami okrutni, czasami niesprawiedliwi. Czytając opowiadania Czechowa doznajemy całej gamy uczuć, z uczuciem wdzięczności dla Autora włącznie.
Teraz fragment opowiadania \"Zagadkowa Natura\":

\"- Ale oto starzec umiera... Zostaje mi po nim coś niecoś... jestem wolna jak ptak. Można wreszcie rozpocząć życie na nowo, nieprawdaż, Waldemarze? Szczęście samo puka do drzwi. Tylko je wpuścić... Lecz nie! Waldemarze, niech pan posłucha! Zaklinam pana na wszystkie świętości! Teraz właśnie oddać się ukochanemu człowiekowi, zostać jego przyjaciółką, pomocnicą, ucieleśnieniem jego ideałów, być szczęśliwą... odetchnąć... Ale jakże się to wszystko nędznie, ohydnie i głupio składa na tym świecie! Jakie to wszystko jest podłe, Waldemarze! Jakżem nieszczęśliwa, po trzykroć nieszczęśliwa! Na drodze mego życia znowu wznosi się przeszkoda! I znowu czuję, że szczęście odbiega daleko, hen - daleko! Ach ileż męki, gdybyś pan wiedział, ile męki!
- Ale co, co stanęło pani na drodze? Niechże pani mówi! Na litość boską!
- Drugi bogaty starzec...\"         

15. Francis Scott Fitzgerald - \"Wielki Gatsby\" »

Z całą pewnością dobry tytuł. Przymiotnik \"Wielki\" musi się dobrze kojarzyć. Temat też dobrze wybrany. Który z młodych chłopców nie stracił swej pierwszej miłości? W \"Wielkim Gatsbym\" jest cały Fitzgerald. Ze swoją nieporadnością i ze swoją zaradnością jednocześnie. Nad tą powieścią pracował z wielkim poświęceniem. Miało to być ambitne dzieło, a nie taśmowe opowiadanko, pozwalające przeżyć kilka miesięcy w Paryżu. I choć popisał się zaradnością włączając wątki autobiograficzne oraz biograficzne Zeldy i swoich znajomych, choć książka  została w miarę dobrze przyjęta przez krytykę, arcydziełem nie jest. Jest to smutna historia, tragiczna jak na romans przystało. Nie biorę jej za złe tego, że ociera się chwilami o kicz, często tak bywa, nawet w najlepszych dziełach sztuki. Bardziej mnie drażnią ewidentne niespójności, niewiarygodności. Można by zadać zasadnicze pytanie: Dlaczego Wielki? Tak naprawdę wiemy o jego osiągnięciach tylko tyle, że był grzeczny i bogaty. Nie wiemy nawet jak bogaty? Czytając tę książkę w młodości nie byłem oczywiście tak dociekliwy i Gatsby z powodzeniem mógł być moim idolem. Podobnie jak sam Fitzgerald, złoty młodzieniec bohemy amerykańskiej, wieloletni bywalec dziennych i nocnych lokali Paryża. Nie posłuchał ostrzeżenie, które dała jemu i Hemingwayowi Gertruda Stein, by nie nadużywali alkoholu i życia towarzyskiego.
Teraz druga smutna historia, tym smutniejsza i tragiczniejsza, że prawdziwa. Alkoholizm, w jakim pogrążył się właściwie już od wczesnej młodości, zniszczył jego talent, zniszczył osobowość jego żony Zeldy, zniszczył ich małżeństwo, przyczynił się do przedwczesnej śmierci pisarza. Nie został \"Ostatnim z Wielkich\", jak brzmi tytuł jego ostatniej, niedokończonej (takiej sobie) powieści. Teraz fragment:

\"I kiedy tak siedziałem, zastanawiając się nad daleką i nie znaną mi przeszłością, pomyślałem o zdumieniu Gatsby\'ego, gdy po raz pierwszy złowił wzrokiem zielone światełko na końcu przystani Daisy. Odbył długą drogę do tego granatowego trawnika i myślał, że już jest u celu, tak blisko był spełnienia swoich marzeń. Nie wiedział, że już są za nim, gdzieś w tyle, w rozległym mroku za miastem, gdzie ciemne pola republiki roztaczają się wśród nocy.
Gatsby wierzył w zielone światło, w orgiastyczną przyszłość, która rok po roku ucieka przed nami. Wymknęła się nam wówczas, lecz to nie ma znaczenia - jutro popędzimy szybciej, otworzymy ramiona szerzej... I pewnego pięknego poranka...
Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość.\"

W grudniu pozycja 6-ta.

14. Joseph Conrad - \\\"Lord Jim\\\" i cała twórczość »

Mam swoje porachunki z Conradem, a i on ze mną. Przede wszystkim zawdzięczam mu dostanie się na Uniwersytet Jagielloński. Kiedy odpowiadając na stereotypowe pytanie o Maćka Chełmickiego podkreśliłem popularność i rolę filozofii conradowskiej wśród przedwojennej młodzieży, ująłem tym komisję wraz z jej przewodniczącym Teodorem Bujnickim. Całe wydanie dzieł Conrada stoi teraz na półce już chyba ponad dwadzieścia lat. Wielokrotnie zamierzałem \\\"kwestię conradowską\\\" rozwiązać od początku do końca. Za każdym razem jednak dość szybko kapitulowałem. Wiem, że jedyny hołd, jaki mogę mu złożyć, to po prostu przeczytać jego wszystkie książki. Ciągle odkładam to na przyszłość. Wprost niebywałą i godną podziwu jest rzeczą, by pisarz tworzący w drugim, czyli w pewnym sensie obcym sobie języku, osiągnął takie wyżyny stylu, że może być zaliczany do światowej czołówki. Józef Korzeniewski, czyli Conrad, osiągnął to. Zarówno styl jak i świat jego pisarstwa są hermetyczne, mogą zmęczyć, czego doznałem w trakcie czytania jego książek już wiele razy. Ta literatura to bardzo \\\"męska rzecz\\\", w zdecydowanej większości poświęcona morzu, dalekowschodnim krańcom świata (głównie Indochiny), choć zdarzają się wyjątki, np. \\\"W Oczach Zachodu\\\", książka poświęcona rewolucjonistom rosyjskim i ich uwikłaniom. Jednak Conrad to przede wszystkim kwestie filozoficzne i to w ich najtragiczniejszym wymiarze. Czym jest człowieczeństwo? Czym są ideały? Czym jest wierność, odwaga? Czy dzisiaj potrafilibyśmy za te wartości oddać życie?
Teraz fragment:

\\\"-Jeśli mam wyznać prawdę - powiedziałem z wysiłkiem, który mnie zdziwił - przyszedłem, aby panu opisać pewien okaz...
- Motyla? - zapytał z niedowierzaniem i żartobliwym zapałem.
- Nie tak doskonałego - odrzekłem czując nagle, że tracę odwagę, ogarnięty różnymi wątpliwościami - Człowieka!
- Ach so - szepnął; jego uśmiechnięta twarz zwrócona ku mnie spoważniała. Popatrzył na mnie przez chwilę i powiedział powoli: - No, ja także jestem człowiekiem.
Oto go macie całego; tak szczodrze umiał dodawać ducha, że człowiek delikatny skłonny był zawahać się u progu zwierzeń; ale jeśli się zawahałem, nie trwało to długo.
Wysłuchał mnie siedząc z nogą założoną na nogę. Niekiedy głowa jego znikała zupełnie w wielkim kłębie dymu i współczujące pomruki dobywały się z tego obłoku. Kiedy skończyłem, Stein wyprostował nogi, odłożył fajkę, pochylił się ku mnie poważnie i oparł łokciami o poręcze krzesła, złączywszy czubkami palców obie ręce.
- Rozumiem bardzo dobrze. To jest romantyk.
Postawił diagnozę, która zaskoczyła mnie swoją prostotą. Nasza narada była zupełnie podobna do konsultacji u doktora; Stein, wyglądający na uczonego, siedział przed biurkiem w fotelu, a ja w drugim naprzeciwko, trochę z boku, tak że z całą naturalnością nasunęło mi się pytanie:
- Co na to poradzić?\\\"  

13.Giuseppe Tomasi di Lampedusa - \\\"Lampart\\\" »

Autorem tej książki jest potomek starej, arystokratycznej rodziny sycylijskiej. Nie miałbym nic przeciw temu, by pod koniec życia okazać się (podobnie jak Lampedusa) autorem jednej genialnej powieści. Choć rozmiarami i stylem znacznie odbiega od powieści Prousta, jednak bezwiednie nasuwa mi się porównanie tych książek. Pewnie przyczyną jest w obu wypadkach opis schyłku pewnych epok. I tak jak u Prousta mamy do czynienia z dziełem monumentalnym o koronkowej strukturze, tak Lampedusa przedstawia nam krótki lecz perfekcyjny fresk. Najpiękniejszymi dla mnie obrazkami Sycylii były dotychczas wspomnienia Goethego i sceny z \\\"Ojca Chrzestnego\\\". \\\"Lampart\\\" sprawił, że zacząłem bardziej rozumieć charakter tej ziemi, że stała mi się bliższa. Świat arystokracji w ostatnich tomach Prousta ulega zniekształceniu, zwyrodnieniu, są to pożałowania godne figury. Natomiast książę Salina potrafi dostosować się do konieczności dziejowej, jaką jest dojście do znaczenia, bogactwa i władzy nowego pokolenia kapitalistów, dorobkiewiczów. Nawet fakt \\\"mieszania krwi\\\", czyli mezalians jego siostrzeńca, uważa za wskazany i konieczny, co wcale nie oznacza, że nie zauważa i nie razi go parweniuszostwo nowej \\\"rodziny\\\". Zresztą Angelica bardzo szybko wejdzie w rolę arystokratki, stając się nawet autorytetem w wielu dziedzinach sztuki: \\\"...w salonach Palermo uchodziła za znawczynię architektury zamków francuskich nad Loarą.\\\" Tak się rzeczy zawsze miały (homo novus w starożytnym Rzymie) i zawsze się będą miały (np.nasza polska plutokracja zwana czasem oligarchią, wywodząca się z peerelowskich tzw. firm polonijnych, zakładanych przez agentów SB, a dzisiaj koligacąca się z równie żałosną arystokracją o starych nazwiskach).
Tak to jest. Teraz fragment:

\\\"Książę poczuł się urażony: duma arystokracji jest tak przemożna, nawet w momencie, gdy się deklasuje, że te bezwstydne zachwyty nad przyszłą siostrzenicą obraziły go; jak don Ciccio śmiał wyrażać się z tak lubieżnym liryzmem o przyszłej księżnej Falconeri? No tak, ale ten poczciwina nic nie wiedział; należało go o wszystkim zawiadomić, a zresztą i tak za kilka godzin echo tych zaręczyn rozniesie się po całej Donnafugacie. Zdecydował się natychmiast i zwrócił się do don Ciccia z lamparcim, lecz przyjaznym uśmiechem:
- Uspokójcie się, don Ciccio, uspokójcie się: mam w domu list od mego siostrzeńca, w którym pisze, żebym w jego imieniu poprosił o rękę panny Angeliki; od dzisiaj będziecie o niej mówili z należnym jej szacunkem. Jesteście pierwszą osobą, która się otym dowiaduje, ale musicie zapłacić za to wyróżnienie. Kiedy wrócimy, każę was zamknąć na klucz w pałacowej zbrojowni razem z Teresiną. Będziecie mieli dość czasu, żeby oczyścić i naoliwić całą broń, jaka się tam znajduje, i wypuszczę was na wolność dopiero po wizycie Calogera. Nie chcę, żeby ktokolwiek zawczasu coś o tym wiedział.\\\"

12. Rainer Maria Rilke -\"Poezje\" »

Dlaczego właśnie Rilke? Podam tylko dwa powody. Pierwszy to fakt, że Herbert (jeden z największych moich autorytetów w sprawach poezji) wymienił go wśród dwóch, trzech poetów dwudziestego wieku, godnych wymienienia. Drugi powód to taki, że chociaż liczni poeci piszą piękne wiersze, to tylko nieliczni mają do powiedzenia coś naprawdę istotnego. Rilke zaczynał, jak to z młodymi poetami bywa, od górnolotnych uniesień, których można się później tylko wstydzić. Następne dwa tomy wierszy (\"Księga godzin\" i \"Księga obrazów\"), które przyniosły mu wielką sławę, to również młodzieńcze fascynacje językowo - muzyczne, upajanie się dżwiękiem i melodią języka. Prawdziwego artysty taka poezja jednak nie satysfakcjonowała. Pragnął zbadać i oddać istotę rzeczy, dać jej odpowiednie słowo (kłania się nasz Norwid). Następna odsłona jego poezji, to przedstawienie istoty całej naszej rzeczywistości. Ale to jeszcze nie koniec. Nasz świat to tylko przedsionek dalszej egzystencji, nad istotą której, również poeta rozmyśla. Tak więc, dojrzała poezja Rilkego to całe universum, to filozofia i metafizyka.
Poezja Rilkego to również śmierć i samotność.
Poezja tego wrażliwego geniusza to natchnienie (mówią, że w całym życiu nie napisał jednej linijki bez natchnienia - wolał milczeć) przekształcone w ideał. Chyba tylko niemiecka natura (której nienawidził) była w stanie pogodzić natchnienie z perfekcjonizmem i pedanterią. \"Nowe Poezje\", \"Elegie Duinejskie\",  \"Sonety do Orfeusza\" oraz późniejsze wiersze to poezja najwyższych lotów, niedościgniony wzór dla współczesnych poetów.
Teraz fragment Pierwszej Elegii:

\"Któż, gdybym krzyknął, usłyszałby mnie z zastępów
anielskich? A gdyby nawet któryś z aniołów
przycisnął mnie nagle do serca: musiałbym umrzeć
od jego silniejszej istoty. Albowiem piękno jest tylko
przerażenia początkiem, który jeszcze znosimy
z takim podziwem, gdyż beznamiętnie pogardza
naszym unicestwieniem. Straszliwy jest każdy anioł.
Więc się powściągam i dławię zaklinając wołanie
ciemnego łkania. Ach, któż mógłby nam być
użyteczny? Nie aniołowie, nie ludzie,
a przemyślne zwierzęta już są na tropie,
że nie jesteśmy bezpiecznie zadomowieni w świecie,
który chcemy zrozumieć. Zostanie nam może
jakieś drzewo na stoku, byśmy je co dzień
oglądali na nowo;zostanie wczorajsza droga
i krnąbrna wierność przyzwyczajenia, któremu
spodobało się u nas, i tak zostało, i nie odeszło.\"

11. Publius Ovidius Naso - "Metamorphosen" »

"Aurea prima sata est aetas, quae vindice nullo
sponte sua, sine lege fidem rectumque colebat..."

Te wersy i jeszcze co najmniej kilka następnych znał na pamięć każdy uczeń przedwojennego gimnazjum. Jeszcze w latach osiemdziesiątych moi uczniowie w liceum również uczyli się na pamięć tych wspaniałych wierszy. Owidiusz, to moim zdaniem najzdolniejszy poeta rzymski. Chociaż nie pasował do bogobojnego, czy też ojczyźnianego wzorca Augusta (tak jak Horacy i Wergiliusz), to oddał nie mniejsze niż oni zasługi kulturze antycznej. Świat antyczny to tak naprawdę dwa światy. Ten rzeczywisty, opisywany przez historyków, takich jak Herodot, Liwiusz, Tacyt. I ten drugi, bajeczny, mityczny, którego ślady znajdujemy rozproszone wszędzie, w każdej dziedzinie sztuki antycznej. Jednak mitologia, znana przecież powszechnie w starożytności, była przekazywana głównie w tradycji ustnej, a jak wiadomo verba volant, scripta manent. Dlatego rola autora "Przemian", najobszerniejszego, spisanego zbioru mitów, jest nie do przecenienia. Wszyscy na świecie uznają wersje mitów przedstawione przez Owidiusza za podstawowe. W ogólnym odbiorze, jako autor "Amores", "Ars amandi" jest często kojarzony z lekką muzą. "Przemiany" są jednak przedsięwzięciem bardzo ambitnym. Jest to "epopeja" mitologiczna, zawierająca mity od stworzenia świata, aż do czasów prawie współczesnych poecie. Wybitny talent Owidiusza stwarza z tego materiału zajmujące opowieści, najczęściej z miłością w roli głównej. A wiersze płyną tak lekko, że możemy mu wierzyć, gdy pisze w innym miejscu ("Fasti"), że już jako dziecko ilekroć cokolwiek próbował napisać, stawało się to wierszem. Na koniec zapytajmy jeszcze, ile setek, czy tysięcy dzieł nie powstałoby, gdyby nie Owidiusz? Teraz fragment:

"Złoty pierwszy wiek nastał. Nie z bojaźni kary,
z własnej chęci strzeżono i cnoty, i wiary,
Kary, trwogi nie było. Groźnych nie czytano
Ustaw na miedzi rytych, ani się lękano
Sędziów ostrych; bez sędziow byli bezpiecznemi.
Jeszcze sosny dla obcej odwiedzenia ziemi
Nie zstąpiły do morza, ścięte z gór rodzinnych,
I człowiek prócz ojczystych nie znał brzegów innych.
Grodów nie otaczano spadzistymi wały,
proste trąby i surmy zagięte nie brzmiały,
Hełmu, miecza nie było, a bez wojsk narody
Używały w pokoju bezpiecznej swobody.
Radłem, broną nietknięta, i jeszcze spokojna,
Wszystko z siebie dawała ziemia w dary hojna."

10. Ivo Andrić - \"Most na Drinie\"__ »

Żaden mieszkaniec \"cywilizowanego\" Zachodu, Północy, czy jakiegokolwiek innego miejsca nie jest w stanie pojąć specyfiki \"kotła bałkańskiego\". Z górą od piętnastu lat spędzam tam wakacje, i nie śmiałbym powiedzieć, że wyczuwam właściwie relacje między poszczególnymi narodami. Przepiękna książka Andrića pokazuje, że nie sposób zrozumieć nawet relacji między mieszkańcami jednego małego bośniackiego miasteczka, jeśli człowiek tam się nie urodził. Całe szczęście, że prawdziwy artysta może urodzić się wszędzie. Dzięki niemu poznajemy i odkrywamy nowe światy, które bez jego przewodnictwa byłyby dla nas zawsze obce. Ten wrażliwy i genialny artysta to mistrz oddawania nastroju, wychwytywania piękna w każdej otaczającej nas rzeczy i chwili. Chociaż zarzekał się, że nie lubi filozofowania, zwłaszcza w wykonaniu amatorów, za jakiego się uważał, jego proza to najczystsza filozofia, poruszająca tragizm, samotność, nieuchronność, a jednocześnie przypadkowość ludzkiego bytu. Książka opisuje prawie czterysta lat z życia Wyszegradu albo z życia mostu, na którym odbywała się znaczna część życia mieszkańców miasteczka. Wspólne losy muzułmanów, Żydów, chrześcijan i Cyganów nie są pozbawione okrucieństwa, lecz myślę, że \"wyczyny\" w ostatnim roku Państwa Islamskiego pobiły na głowę całe te cztery wieki (tak \"kulturalna\" jest ludzkość w XXI wieku). Ivo Andrić przy odbiorze Nagrody Nobla nazwał Jugosławię \"małą ziemią pomiędzy światami\". Fascynował go zarówno Wschód jak i Zachód. Uważał zwłaszcza Bośnię za coś wyjątkowego, gdzie te dwa światy mogą obok siebie istnieć. Niestety, niestety artyści są naiwni... Oczywiście most, cudo architektury, zbudowany w 1571 roku przez Wezyra Mehmedpaszę (porwanego przez Turków chłopca bośniackiego) stoi do dziś... i jest olśniewająco piękny.
Teraz fragment:

\"Jak zwykle Alihodża pierwszy stracił cierpliwość.
- Nie chodzi tu Szwabom o wiarę, muderis efendi, lecz o rachunki. Nie bawią się i nie tracą czasu nawet we śnie, ale wciąż mają na oku swój profit. Teraz jeszcze nie wiadomo, o co chodzi, ale za kilka miesięcy albo za rok sprawa ta wypłynie. Świętą rację bowiem mial zmarły Szemsibej Brankowić, który mawiał: \"Podkopy Szwabów obliczone są na długie lonty!\" Owo liczenie domów i ludzi, moim zdaniem, albo jest im potrzebne do nałożenia jakiegoś nowego podatku, albo też zamierzają spędzać ludzi na szarwark i do wojska. A może i jedno, i drugie im w głowie. I jeżeli mnie zapytacie, co robić wypada, ja tak myślę: żadne z nas wojsko, żeby zaraz robić powstanie. Sam Bóg to widzi i ludzie wiedzą. Ale nie musimy ich we wszystkim słuchać. Nikt nie musi pamiętać numerów ani mówić dat, niech sami zgadują, kto kiedy się urodził. A jeśli dobiorą się do naszych domowników i czci, nie damy, bronić się będziemy, niech się dzieje wola boska.\"

9. Guy de Maupassant - \"Opowiadania\" »

Gruba, ładnie wydana, z kolorowymi ilustracjami, kusiła mnie od dzieciństwa z półki domowej biblioteki. Jej tytuł brzmiał: \"Baryłeczka i inne Opowiadania\". Wiedziałem, że przeczytam tę książkę, jak tylko trochę dorosnę. I chociaż w świat literatury francuskiej wprowadził mnie (jak pewnie większość małych chłopców) Aleksander Dumas, to dopiero dzięki Maupassantowi poznałem prawdziwą, realną Francję. Maupassanta pokochałem od razu, tak jak kochali go jego rodacy (oczywiście z wyjątkiem uczonych krytyków). Już pierwsze opowiadanie, owa słynna \"Baryłeczka\" (jako dziecko zachodziłem w głowę, o co może chodzić z tą zdrobniałą beczułką) przyniosło mu wielką sławę. Sława towarzyszyła mu przez pozostałe niewiele ponad dziesięć lat twórczości i życia. W tym krótkim czasie napisał ponad trzysta opowiadań, sześć powieści, wiersze, sztuki teatralne, notatki. Skąd się wziął geniusz tego pisarza? Wydaje mi się, że nie byłby tym samym pisarzem, gdyby nie nauki i wskazówki Flauberta, przyjaciela rodziny. Tylko ten wielki mistrz mógł sprawić, że jego uczeń osiągnął arcymistrzostwo naturalizmu. Maupassant udowadnia, że każdy aspekt życia, każda chwila, mogą być tworzywem genialnego utworu. Oczywiście najchętniej porusza się w światach, które poznał. Tematyka jego opowiadań to Wojna, Wieś i Paryż. Nie będę wspominał o takich przejawach jego geniuszu, jak humanizm, dowcip, celność każdego słowa, każdego spojrzenia. Szkoda, że Francuzi mają swojego Maupassanta, Rosjanie Czechowa, a żaden z naszych pisarzy nie okazał się tak płodnym i genialnym autorem małej formy.
Teraz fragment opowiadania \"Naszyjnik\":

\"- O moja biedna Matyldo, jakeś ty się zmieniła!...
 - Zmieniłam się, przeżyłam bardzo ciężkie dni od czasu, gdyśmy się widziały po raz ostatni, dni prawdziwej nędzy... A wszystko przez ciebie!...
- Przeze mnie? W jaki sposób?
- Przypominasz sobie na pewno ten naszyjnik diamentowy, który mi pożyczyłaś, gdy szłam na bal do ministerstwa?
- No i co?
- HJa go zgubiłam.
- Zgubiłaś? Przecież mi go oddałaś.
- Odniosłam ci inny, podobny do tamtego. Spłacaliśmy go przez dziesięć lat. Rozumiesz, że to nie było dla nas łatwe, skoro nie mieliśmy nic... Nareszcie się skończyło. Jestem z tego mocno zadowolona.
Pani Forestier przystanęła.
- Mówisz, że kupiłaś inny naszyjnik diamentowy, aby nim zastąpić mój?
- Tak. Nie zauważyłaś tego, prawda? Były zupełnie podobne.
Uśmiechnęła się pełna radosnej i naiwnej dumy.
Głęboko wzruszona pani Foriester pochwyciła jej ręce.
- Moja ty biedna Matyldo! Mój naszyjnik był fałszywy. Nie był wart więcej niż pięćset franków!...\"

8. Mika Waltari - \"Egipcjanin Sinuhe\" »

Jest to jedna z moich ulubionych książek. Przeczytałem ją co najmniej cztery razy. Myślę, że w pewnym stopniu \"Egipcjanin Sinuhe\" wpłynął na moje życiowe wybory, czyli studia klasyczne. Oczywiście, gdybym chciał być rzeczywiście krytyczny, mógłbym powiedzieć, że to dosyć sprawnie napisane, naiwne czytadło. Jednak sympatie i sentymenty sprawiają, że wybaczam \"moim\" autorom wszystko, jestem w stanie ich bronić i widzieć przede wszystkim zalety ich utworów. Wymienię tu kilka. Tak jak Sienkiewicz wybrał ciekawy okres okres z historii Rzymu dla \"Quo Vadis\", tak Waltari opisuje bardzo niezwykłe czasy panowania Amenhotepa czwartego, który zmienił imię na Echnatona na cześć nowego boga. Swoimi poczynaniami i reformą religijną spowodował totalną rewolucję we wszystkich dziedzinach życia Egiptu. Nie mogli na to pozwolić możni, a zwłaszcza kapłani Amona, więc skończyło się tak jak w \"Faraonie\" Prusa. Waltari oprócz Egiptu osiemnastej dynastii pokazuje życie w wielu innych mocarstwach ówczesnego świata. Niezwykle trafne i poprzedzone dogłębnymi studiami są opisy życia mieszkańców Babilonu, Krety czy kraju Hetytów. Sam bohater, lekarz Sinuhe jest spostrzegawczym i sympatycznym człowiekiem, a mądrości, którymi nas raczy, są wiecznie aktualne i prawdziwe. Waltari sprawił, że starożytność stała się dla mnie żywa. To nie był już suchy, szkolny wykład historyczny, lecz barwny, panoramiczny, fascynujący świat. Swiat do którego mogłem zajrzeć i pokochać go dzięki sztuce autora.
Teraz fragment:

\"Kąpaliśmy się więc w rzece i suszyliśmy odzież na słońcu, jedliśmy i piliśmy wino, a Minea złożyła ofiarę swojemu bogu i tańczyła tańce tego boga przede mną w łodzi, tak że serce ścisnęło mi się w piersi, gdym na nią patrzył, i trudno mi było oddychać. Toteż odezwałem się do niej:
- Tylko raz w życiu powiedziałem do kobiety \"moja siostro\", lecz łono jej było dla mnie jak rozpalony piec, ciało jej jak sucha pustynia, wcale mnie nie rzeźwiło. Dlatego błagam cię, Mineo, wyzwól mnie z tego zaczarowania, jakim skuwają mnie twoje członki, i nie patrz na mnie oczyma, które są jak blask księżyca na powierzchni wody, bo powiem do ciebie \"moja siostro\", a wtedy i ty doprowadzisz mnie do zbrodni i śmierci, jak to zrobiła ta zła kobieta.
Popatrzyła na mnie ciekawie i rzekła:
- Z pewnością miałeś do czynienia z dziwnymi kobietami, Sinuhe, skoro opowiadasz mi takie rzeczy. Ale być może kobiety w twoim kraju są takie. Nie potrzebujesz się jednak martwić, bo wcale nie zamierzam cię skusić do rozkoszy, jak się tego wyraźnie obawiasz. Mój bóg zabrania mi bowiem mieć do czynienia z mężczyzną i gdybym to zrobiła, musiałabym sama umrzeć.\"

7. Herodot - \"Dzieje\" »

Wcale nie dziwi mnie, że \"Dzieje\" towarzyszyły Ryszardowi Kapuścińskiemu we wszystkich jego podróżach. Wszystkie książki, które wybieram do tego rankingu, muszą zdać pewien test, tzn. muszę uznać, że z chęcią zabrałbym daną książkę na bezludną wyspę. W tym teście \"Dzieje\" wypadają znakomicie. Sięgałem po nie wielokrotnie, rozpoczynając lekturę od różnych rozdziałów i nigdy mnie nie zawiodły. To po prostu świetna, pasjonująca książka, chociaż sprawa nigdy nie była w tym przypadku oczywista. Już niewiele (może dwadzieścia lat?) młodszy od Herodota, Tukidydes wyśmiewał tę książkę, deprecjonując całkowicie jej wartość. Następnie znawcy, historycy, naukowcy przyznali oczywiście rację Tukidydesowi, uznając jego \"Wojnę Peloponeską\" za wzór obiektywizmu i profesjonalnego użycia warsztatu historyka (pomijając przemowy). Cóż z tego, gdy po kilku stronach Tukidydesa odczuwam tylko nudę i znużenie, a Herodota mogę czytać i czytać. Wyjaśnienie jest bardzo proste, przecież Tukidydes zarzuca Herodotowi, że ten pisze bajki, a nie historię, ja zaś kocham bajki. Najbardziej rozczulają mnie miejsca, gdzie sam Herodot \"oddziela ziarno od plew\", stwierdzając np., że ta wiadomość to chyba nie jest zbyt wiarygodna, ale za następną ręczy, gdyż słyszał ją osobiście. Herodot to pierwszy europejski historyk. Zjechał i poznał cały ówczesny świat. Zgromadził nieprawdopodobnie olbrzymi materiał, uszeregował go chronologicznie i geograficznie. Następnie tę \"historię powszechną\" ze szczególnym uwzględnieniem wojen persko-greckich, opisał żywym, barwnym językiem, będąc cały czas świadomym \"misji\" jakiej się podjął. Jest to wielkie, wspaniałe dzieło i kropka. Teraz fragment:

\"Wtedy Krezus (tak opowiadają Lidyjczycy) zauważył zmianę w usposobieniu Cyrusa, a widząc, że wszyscy próbują ugasić ogień, ale nie mogą go już pohamować, donośnym głosem wezwał Apollona: jeżeli go kiedykolwiek darami ucieszył, niechże go teraz wspomoże i wybawi z tego nieszczęścia. I gdy tak wśród łez przyzywał boga, wówczas z pogodnego nieba i powietrznej ciszy nagle chmury nadciągnęły, rozpętała się burza i spadł tak gwałtowny deszcz, że stos zagasił. Po tym też poznał Cyrus, że Krezus jest ulubieńcem bogów i dobrym człowiekiem, kazał mu zejść ze stosu i takie zadał pytanie: - Krezusie, kto z ludzi namówił cię do tego, abyś wyruszył na mój kraj i stał się raczej mym wrogiem niż przyjacielem? - Na to Krezus: - Królu, uczyniłem to na twoje szczęście, a na moje nieszcęście. Winę zaś tego ponosi bóg Hellenów, który pobudził mnie do tej wyprawy. Nikt przecie nie jest tak nierozumny, żeby wybierał wojnę zamiast pokoju: bo w pokoju synowie grzebią swych ojców, w wojnie - ojcowie swych synów. Ale może było wolą bogów, żeby tak się stało. To rzekł Krezus. Cyrus zaś zdjął mu więzy, posadził go obok siebie i traktował z bardzo wielkim szacunkiem; on i wszyscy, którzy go otaczali, patrzyli z podziwem na Krezusa.\"

6. Henryk Sienkiewicz - \"Quo Vadis\" »

W roku 1905 Literacką Nagrodę Nobla otrzymał przedstawiciel narodu, którego państwo zostało wymazane z mapy Europy. Odbierając ją pisarz powiedział między innymi: \"Głoszono ją umarłą, a oto jeden z tysięcznych dowodów, że ona żyje!... Głoszono ją niezdolną do myślenia i pracy, a oto dowód, że działa!... Głoszono ją podbitą, a oto nowy dowód, że umie zwyciężać.\" Tym pisarzem był Henryk Sienkiewicz, a mówił oczywiście o Polsce. Sienkiewicz zaczął interesować się starożytnym Rzymem pod wpływem przyjaźni z malarzem rzymskim Henrykiem Siemiradzkim i filologiem klasycznym z Krakowa Kazimierzem Morawskim (którego historia literatury rzymskiej służy mi do dzisiaj). Pisząc \"Quo Vadis\" zdawał sobie sprawę, że tworzy dzieło wyjątkowej wagi, coś niespotykanego dotąd w literaturze europejskiej. Dogłębne studia pisarzy antycznych pozwoliły Sienkiewiczowi oddać dość wiernie realia historyczne. Na pytanie, na ile są one wiarygodne, odpowiem, że są tak wiarygodne jak prace antycznych historyków - Swetoniusza, Tacyta, którzy, choć starali się być obiektywni, nie ustrzegli się błędów czy uprzedzeń. Książka Sienkiewicza odniosła w świecie niewiarygodny sukces. Na jej podstawie pisano sztuki, opery, pokochała ją najnowsza światowa Muza - film. W ślad za niezliczonymi przekładami i wydaniami poszły zaszczyty, ordery, honorowe członkostwa. W Polsce obok zaszczytów i daru narodu w postaci dworku w Oblęgorku, doczekał się również Sienkiewicz wielu niewybrednych napaści, tytułu \" piewcy polskiego ciemnogrodu i szlacheckiego nieuctwa\". Cóż, nemo propheta ... Dla mnie, miłośnika bajek i bajkowych opowieści jest \"Quo Vadis\" piękną książką, sławiącą antyk i literaturę polską. Dlatego zawsze będę bronił Henryka Sienkiewicza i jego książek, których przesłaniem jest: \"Jeszcze Polska nie zginęła.\"
Teraz wybrany fragment:

\"Letnie błyskawice poczęły znów rozświecać niebo. Winicjusz wpatrywał się przy ich blasku w usta Apostoła, czekając z nich wyroku życia lub śmierci. W ciszy słychać było przepiórki nawołujące się po winnicach i głuchy, daleki głos deptaków leżących przy Via Salaria.
- Winicjuszu - zapytał wreszcie Apostoł - wierzyszli ty ?
- Panie, czyżbym inaczej tu przyszedł? - odpowiedział Winicjusz.
- Tedy wierz do końca, albowiem wiara góry porusza. Więc choćbyś widział onę dzieweczkę pod mieczem kata albo w paszczęce lwa, wierz jeszcze, że Chrystus może ją zbawić. Wierz i módl się do Niego, a ja będę się modlił wraz z tobą.
Po czym, podniósłszy twarz ku niebu, mówił głośno:
- Chryste miłosierny, spójrz na one serce zbolałe i pociesz je! Chryste miłosierny, pomiarkuj wiatr do wełny jagnięcia! Chryste miłosierny, któryś prosił Ojca, aby odwrócił kielich goryczy od ust Twoich, odwróć go od ust tego sługi Twego! Amen!
A Winicjusz, wyciągając ręce ku gwiazdom, mówił jęcząc:
- O. Chryste! Jam Twój! Weź mnie za nią!
Na wschodzie niebo poczęło bieleć.\"

W listopadzie pozycja 16-ta:

5. Lew Tołstoj - \"Wojna i Pokój\" oraz \"Anna Karenina\" »

W wieku jedenastu lat obejrzałem cztery razy film \"Wojna i Pokój\". Niestety nie uczyniłem tego z miłości do Tołstoja. Zrobiłem to z miłości do Nataszy Rostowej, czyli do Audrey Hepburn. Czwarta wyprawa do kina odbyła się w konkretnym celu; jedna z moich sióstr miała zrobić około dwudziestu zdjęć Nataszy. Potrafiliśmy wtedy wywoływać , a nawet powiększać zdjęcia, nie wiedzieliśmy jednak nic o istnieniu lampy błyskowej. Efekt wiadomy. Większość krytyków i zwykłych czytelników uważa Tołstoja za największego pisarza rosyjskiego (może słusznie), mnie jednak bardziej fascynuje mroczny Dostojewski, z którym Tołstoj całe życie konkurował. Książki Tołstoja pokazują zapewne Rosję i Rosjan tak jak chcieliby być pokazani. Tołstoj sam siebie porównywał do Homera, co krytycy chętnie podchwycili i dociekali, czy bardziej przypomina \"Iliadę\" \"Wojna i Pokój\", czy \"Anna Karenina\". Charakter narodu rosyjskiego, przedstawiany przez pisarza, też mieścił się w ramach kanonu poprawności. Źli, sztuczni mieszkańcy miast i dobrzy, bliscy naturze mieszkańcy wsi. To umiłowanie prostoty wiejskiej stanęło trochę na przeszkodzie koncepcji sztuki (czyżby miała być wytworem prymitywnym?), pisarz musiał więc dokonywać pewnych modyfikacji swoich poglądów. W stworzonym przez niego systemie filozoficzno-historiozoficznym zrobiło się takie zamieszanie, że Turgieniew, esteta na stałe mieszkający w Paryżu, krzywił się z niesmakiem i mówił, że najgorzej gdy do filozofii biorą się amatorzy. \"Anna Karenina\", romans z wyższych sfer, powstała zamiast historycznej powieści o dekabrystach. Zarówno Tołstoj uważał ją za absolutnie doskonałe dzieło (zwłaszcza pod względem kompozycji), jak i Dostojewski stwierdził, że jest to najwybitniejsza powieść w całej literaturze europejskiej. Czy to rosyjska Madame Bovary ?
Teraz fragment  \"Anny Kareniny\":

\"Miała zamiar rzucić się pod pierwszy wagon, gdy jego środek z nią się zrówna, ale czerwona torebka, której nie zdążyła w porę zdjąć z ręki, zatrzymała ją i było już za późno: środek tymczasem ją minął. Należało czekać na wagon następny. Uczucie pokrewne temu, jakiego doznawała przed kąpielą, gdy miała wejść do wody, ogarnęło ją i przeżegnała się. Ten pospolity gest znaku krzyża wywołał w jej duszy szereg dziewczęcych i dziecinnych wspomnień i z nagła mrok, przesłaniający jej wszystko, rozstąpił się, a życie stanęło przed nią na chwilę ze wszystkimi świetlanymi uciechami, jakie przeszłość jej dała. Nie traciła jednak z oczu kół zbliżającego się drugiego wagonu. I dokładnie w tej sekundzie, gdy środek przestrzeni leżącej pomiędzy osiami kół z nią się zrównał, odrzuciła czerwoną torebkę i wtuliwszy głowę w ramiona padła pod wagon na ręce, po czym lekkim ruchem, jakby zaraz miała powstać z ziemi, uklękła. W tej samej chwili przeraziła się tego, co zrobiła. \"Gdzie ja jestem? Co ja robię? Po co?\" Chciała się podnieść, uskoczyć w bok; lecz coś olbrzymiego, nieubłaganego pchnęło ją w głowę i powlokło za plecy. \"Boże przebacz mi wszystko\" - wyrzekła czując, że opór byłby daremny. Mały chłopina, mrucząc coś pod nosem obrabiał jakieś żelastwo. I świeca, przy blasku której czytała księgę pełną niepokoju, fałszu, niedoli i zła, wybuchła jaskrawszym niż kiedykolwiek światłem, oświeciła przed nią wszystko, co dotąd leżało w cieniu, zaskwierczała i poczęła się zmierzchać, aż na wieki zgasła.\"

4. Gustav Flaubert - \"Pani Bovary\" »

Przeczytałem tę książkę \"na fali\" fascynacji Balzakiem i \"wkomponowała się\" bardzo dobrze w mój balzakowski świat. Wcześniej wiedziałem o niej tylko tyle, że jest sławna i skandalizująca. Czasami lepiej nie wiedzieć zbyt wiele; reakcja na dzieło  jest wtedy naturalna i spontaniczna. Rzeczywiście \"Pani Bovary\" wówczas zrobiła na mnie większe wrażenie, niż teraz, gdy wiem dużo o niej i jej autorze. \"Pierwsza powieść świata\", tak powiedział o niej jeden z największych mistrzów słowa, Jan Parandowski. Prawie wszyscy krytycy zgadzają się, że styl tej powieści to największe osiągnięcie prozy francuskiej. Układ, kompozycja, każde zdanie, każde słowo, porównywane są do kamiennego cokołu, gdzie nie można naruszyć nawet jednego kamienia, gdyż całość jest tak idealnie dopasowana. Jest to owoc niewolniczej, pięcioletniej pracy, gdy po nocach można było usłyszeć na przemian płacz i śmiech pisarza, który poddał się niemal klasztornym rygorom pisząc tę powieść. Każde zdanie było wielokrotnie skreślane, każda strona przez wiele dni poprawiana. Flaubert, w głębi duszy romantyk, kochający niezwykłe i szlachetne dusze, nienawidził szczerze drobnomieszczaństwa z jego praktycyzmem, ograniczonością, przywiązaniem do pieniędzy. Postanowił jednak, wbrew sobie, opisać ten szary, beznadziejny, prymitywny świat, językiem brzmiącym jak poezja, a jednocześnie spełniającym wymogi beznamiętnego narzędzia naukowego. W tym świecie biedna, nieświadoma niebezpieczeństw Emma Bovary. \"Madame Bovary c\'est moi\" - tak powiedział Flaubert, trzeba przyznać wyznanie bardzo szczere i odważne. Nie napiszę o \"Salambo\" i o \"Trzech Opowieściach\", gdyż brak już miejsca, polecam jednak te książki, wydają mi się bliższe psychice pisarza (i mojej). Teraz fragment powieści:

\"Pragnienie ciała, żądza pieniędzy i melancholijna namiętność, wszystko to splotło się w jedno cierpienie i zamiast odwrócić odeń myśli, przywiązywała się doń coraz bardziej, szukając wszędzie okazji, by rozjątrzyć swój ból. Irytowała ją źle podana potrawa i niedomknięte drzwi, wzdychała żałośnie do aksamitów, których nie miała, i do szczęścia, którego jej brakło, opłakiwała swoje marzenia zbyt górne i domek zbyt ciasny.
Doprowadzało ja do rozpaczy to, że Karol nie zdawał się wcale domyślać jej męczarni. Jego przekonanie, że potrafi ją uszczęśliwić, uważała za najgłupszą obelgę, a pewność siebie w tym względzie za niewdzięczność.
Dla kogóż to była tak cnotliwa? Czyż nie on właśnie był przeszkodą we wszystkich radościach, przyczyną całej męki i jakby ostrym kolcem w splocie tych rozlicznych więzów, które oplątały ją ze wszystkich stron? Toteż na nim jednym skupiła całą nienawiść, wynikającą z goryczy jej życia, a każdy wysiłek, żeby ją stłumić, wzmagał ją tylko.\"

W styczniu pozycja 15-ta.

3. Jerome David Salinger - \"Buszujący w Zbożu\" »

Książka w sam raz dla licealisty? Mogłem bez żadnych wątpliwości podpisać się pod każdym jej zdaniem. Była to również książka kultowa dla młodych ludzi na całym świecie.  Bohater nie był aż tak radykalny jak James Dean, ale celnością sądów i inteligencją zdecydowanie przewyższał późniejszego \"buntownika\". Sięgając po tę książkę byłem w podobnym wieku do bohatera, miałem podobne doświadczenia oraz podobny stosunek do świata. Nawet  Nowy Jork wydawał się jakiś bliski, swojski. Teraz, zastanawiając się nad olbrzymim powodzeniem tej książki w świecie, sądzę, że zawdzięczała je głównie szczerości autora. Czytając \"Buszującego w Zbożu\" mamy wrażenie, że rzeczywiście słuchamy szesnastolatka, wprawdzie bardzo spostrzegawczego i bystrego, ale szesnastolatka. Uderza naturalność, szczerość i naiwność. Możemy tylko zastanawiać się, kiedy ten chłopak wydorośleje, zacznie myśleć pragmatycznie, jak jego brat. Kiedy prysną ideały, choćby takie jak niezależność? Znamy wszystkich tych późniejszych buntowników we Francji, w Niemczech, którzy dorastali i stawali się nawet ministrami. Po wielu, wielu latach, życie dopisało mi finał. Dowiedziałem się, że z tym Salingerem było coś nie tak. On po prostu nie nadawał się do naszego świata. Zamiast do końca życia ciągnąć korzyści ze sławy, on w roku 1965 znikł, ulotnił się i nie chciał do końca życia mieć nic wspólnego z jakimikolwiek mediami.
Czy to naprawdę ostatni prawdziwy buntownik? Teraz fragment:

\"- Ernie pisał, że przyjedzie do domu w środę, że w środę dopiero zaczynają się ferie gwiazdkowe - powiedziała. - Mam nadzieję, że pana nie wezwano do domu wcześniej z powodu jakiejś choroby w rodzinie?
Pytała ze szczerym zaniepokojeniem. Czuło się, że to nie jest zwykłe wścibstwo.
- Nie, w domu wszystko w porządku - odparłem. - To raczej o mnie chodzi. Czeka mnie operacja.
- Ach, jakże mi przykro - zawołała. Naprawdę zmartwiła się o mnie. Mnie też było przykro, że ją nabrałem, ale już nie miałem odwrotu.
- Nic poważnego, proszę pani. Tylko mały guz na mózgu.
- Ach!
Odruchowo podniosła rękę do ust, taka była przerażona.
- Wszystko będzie dobrze. Guz jest tuż pod czaszką. I zupełnie niewielki. Wytną go w ciągu dwóch minut.
Wyciągnąłem z kieszeni rozkład jazdy i zacząłem go studiować. Po prostu, żeby przerwać potok kłamstw. Bo jak raz się rozpędzę, mogę bujać godzinami, oczywiście jeżeli jestem w nastroju. Słowo daję. Godzinami.\"

2.Bolesław Prus - \"Lalka\" »

Myślę, że nikt nie zdziwiłby się, gdyby w 1905 roku nagroda Nobla zamiast do Sienkiewicza trafiła do Bolesława Prusa, np. za \"Faraona\". Książką tą udowodnił, że jest pisarzem najwyższego światowego formatu. Jednak Polacy kochają go najbardziej za \"Lalkę\". Powieść ta  była dla mnie największym zaskoczeniem spośród wszystkich lektur szkolnych. Była jakby objawieniem, pamiętam, że nie mogłem się od niej oderwać i poszedłem do szkoły lekko nieprzytomny po całonocnej lekturze. \"Lalka\" stała się wówczas dla mnie numerem jeden polskiej literatury. Wydaje mi się, że znalazłem w niej to wszystko, co tak bardzo lubiłem w literaturze francuskiej, a zwłaszcza u Balzaka. Prus przedstawia rzeczywistość po mistrzowsku, pokazuje \"kawał prawdziwego życia i prawdziwej Warszawy\". W całej powieści widać wielki profesjonalizm autora. To chyba pierwszy polski pisarz, o którym możemy powiedzieć, że pisanie to jego zawód. Niestety, choć pisał świetnie, wielkiego majątku nie zdobył. Prócz realizmu uderza w Prusie jego autentyczny altruizm, prawdziwe współczucie dla ludzi biednych i pokrzywdzonych. Sam bohater, Stanisław Wokulski to arcypolska postać. Prawie każdy z nas chciałby przeżyć romantyczną, wielką miłość, jednocześnie nie pogardzając umiejętnością zdobywania o własnych siłach wielkiego majątku. Dobrze byłoby jednocześnie być romantykiem i pozytywistą. Prawdopodobnie i współcześni Polacy chcieliby być tak postrzegani. Dodajmy do tego wielką miłość, wielkie pieniądze,wielkie poświęcenie, wielkie cierpienie. Nic więcej nie potrzeba. Teraz fragment utworu:

\"Wokulski zamyślił się i puścił go.
\"Wszystko zwraca się przeciw mnie, cokolwiek zrobiłem dobrego\" - szepnął.
Był bardzo zmęczony, więc usiadł na ziemi obok dzikiej gruszki, co w tym miejscu rosła, nie większa od dziecka. W tym czasie wiał wiatr i poruszał listkami drzewa wywołując szelesty, które nie wiadomo skąd  przypomniały Wokulskiemu dawne lata.
\"Gdzie moje szczęście...\" - pomyślał.
Uczuł ściskanie w piersiach, które stopniowo doszło do gardła. Chciał odetchnąć, lecz nie mógł; myślał, że się dusi, i objął rękoma drzewko, które wciąż szeleściło.
\"Umieram!...\" - zawołał.
Zdawało mu się, że go krew zalewa, że mu pękają piersi, wił się z bólu i nagle zaniósł się od płaczu.
- Boże miłosierny... Boże miłosierny...\" - powtarzał wśród łkań.\"
© Copyright by www.afrodis.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i realizacja www.wizjostudio.pl